Główna » Recenzje » Obecnie czytasz:

Marina – recenzja

23 grudnia 2009 Recenzje 4 komentarzy Agnieszka Kochańska

„Do trzech razy skucha” – czyli o tym, dlaczego nie­które swoje młodzień­cze dzieła lepiej zatrzymać w szufladzie.

Tym razem Car­los Ruiz Zafón zdecydował się nas uraczyć powie­ścią, którą napisał i przed Grą anioła, i przed Cieniem wiatru. Powrót do książki stworzonej w czasach swojej „prehistorycz­nej” twór­czo­ści, autor tłumaczy we wstępie „Do czytel­nika” tak:

Z powodów niejasnych i dziw­nych autor czuje się bar­dziej związany z jed­nym ze swoich dzieł, choć nie potrafi w spo­sób racjonalny wyjaśnić dlaczego. Spo­śród książek, które opublikowałem, (…) Marina jest moją ulubioną.”

Skoro ceniony powie­ściopisarz darzy jeden ze swoich tworów szczegól­nym sen­tymen­tem, warto się z nim zapoznać, prawda?

Nie­prawda.

Marina - okładka

Ci, którzy narzekali na Grę anioła, będą ją wspominać z czuło­ścią po prze­czytaniu Mariny. To, co tym razem zaser­wował Zafón, jest miał­kie i prze­widywalne niczym powiastki młodych grafomanów. Mamy też natural­nie Bar­celonę lat osiem­dziesiątych XX wieku. Ciekawe, czy Car­los kiedykol­wiek zmieni tło wydarzeń w swojej twórczości…

Główny bohater to Óscar Drai, pięt­nastoletni wychowanek gim­nazjum prowadzonego przez duchow­nych. Pod­czas spaceru ulicami miasta nasz Óscar (chłopak bar­dziej ceni sobie ruch na świeżym powietrzu niż ślęczenie nad pod­ręcz­nikami) ni z tego, ni z owego wchodzi do znisz­czonego domu, zabiera stary, acz war­to­ściowy zegarek i wkrótce wraca – dręczony wyrzutami sumienia – by go oddać. Wów­czas na scenę wkracza Marina, jej ojciec eks­malarz i kot Kafka, nazwany na cześć autora Procesu.

Óscar, po wyjaśnieniu niuan­sów dotyczących rabunku zegarka, zaczyna bywać coraz czę­ściej w domu Mariny. I – jak to zazwyczaj bywa – nie dość, że młodzieniec się zakochuje, to jesz­cze wpada przez dziew­czynę w tarapaty. Prze­chadzki po cmen­tarzach, śledzenie damy w czerni i odkrycie starej oran­żerii to tylko początek mrocz­nej przy­gody, która czeka dwójkę nastolatków.

Choć część redak­cji uważa Marinę za świetny prezent gwiazd­kowy, nie mogę się z nimi zgodzić. Nawet naj­wytr­walsi fani prozy Zafóna mogą spo­koj­nie darować sobie tę książkę. Trzysta stron czyta się błyskawicz­nie, ale lek­tura nie pozostawia po sobie żadnego śladu. Wszel­kie porów­nania przez zachwyconych Mariną do dzieła Mary Shel­ley Fran­ken­stein, czyli nowy Promete­usz są profanacją arcydzieł światowej literatury, niczym kradzież mon­stran­cji z kościoła.

Zafón zapewne chciał nas za pomocą działań szalonego Kovalika pobudzić do egzysten­cjal­nych roz­myślań na temat granic nauki w kwestii życia i śmierci. Wyszła groteska, która nawet czytana w środku nocy, nie wywoła u nas odrobiny prze­rażenia. Jeżeli jedynym powodem wydania tej pozycji był sen­tyment autora do Mariny, to życzę Car­losowi, aby od tej pory publikował wyłącz­nie historie, których nienawidzi. A poważ­nie – pozostaje mi mieć nadzieję, że następna książka Zafóna nie będzie odgrzewanym kotletem zaadresowanym do młodzieży, ale czymś, co dorówna Cieniowi wiatru.

newocena2
Prze­minęło z Cieniem wiatru


Car­los Ruiz Zafón
Marina
Wydaw­nic­two MUZA S.A., 2009
ss. 304


Wrzuć linka u siebie:
  • Wykop
  • Facebook
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Digg
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Netvibes
  • Forumowisko
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • MySpace
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Skomentuj ten tekst







Aktualnie mamy are "4 komentarzy" do tego tekstu:

  1. Kostro pisze:

    W tym momen­cie cieszę się, że nie kupiłam tej książki jako prezent gwiazdkowy,a już miałam ją w rękach!Tak jak napisałaś, słyszałam, że to rekom­pen­sata za nie­udaną „Grę anioła”. Zatem ulga, że wybrałam co innego;P
    Pozdrawiam

  2. GoszjaNo Gravatar pisze:

    Książkę kupiłam, prze­czytałam i żałuję wydanych pieniędzy — nie było warto. Spo­dziewałam się czegoś na miarę „Cienia wiatru” — ta książka rzeczywi­ście mnie urzekła, miała w sobie to coś. A Marina… Takie mu to wyszło trochę naciągane. Umie­ścił słabą historię w oryginal­nej scenerii. Może chciał pod­ciągnąć tym samą opowieść? Tyle, że nic mu z tego nie wyszło, a ja nawet nie poczułam, że akcja dzieje się w tej mrocz­nej, starej Bar­celonie.
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. martuś pisze:

    general­nie ksiazka jest dosyc dziwna, to trzeba przy­znac :)
    i bedac juz na ostat­nich 60stronach zastanawialam sie skad ten tytul skoro ksiazka opowiada zupel­nie o czym innym…
    wydaje mi sie ze Zafon chcial troche za duzo upchnac w jedna powiesc, bo przez watek Kolvenika uszczuplil watek Oscara i Mariny ;) ale ja horrory/kryminały/thillery lubie i choc moze fak­tycz­nie nie­ktore rzeczy byly obrzydliwe, to mi sie podobalo:D
    jak narazie jestem ksiazka oczarowana :) nie umiem do konca okreslic dlaczego. zanim zaj­rzalam do ksiazki, prze­czytalam kilka pierw­szych linijek tego artykulu i balam sie, ze znow sie roz­czaruje jak przy ’grze aniola’. Jed­nak wbrew oczekiwaniom nabralam takiego optymizmu dla tej ksiazki, ze nawet ’zom­bie’ tego nie zmienily;p
    ogolem wywarła na mnie duuuużo lep­sze wrazenie niz ’gra aniola’, choc oczywiscie ’cienia’ nie przebiła:)

  4. szara mara pisze:

    Właśnie skoń­czyłam czytać „Marinę”, a czyta się ją rzeczywi­ście bar­dzo szybko. Nawet nie wiecie, jak bar­dzo się cieszę, że nie prze­czytałam wcześniej tej recen­zji. Ina­czej pew­nie prze­leżałaby na półce i czekała aż oddam ją prawowitej wła­ścicielce. Książka jest czarująca, zupeł­nie jak Bar­celona w niej opisywana. Tajem­nica, którą odkrywa się war­stwami , fascynująca, oryginalna, jedynym co godziło na jako­ści dzieła, były wskrzeszone przez Kovel­nika ’potwory’, które z zamierzenia prze­rażające, w moim odczuciu były po prostu śmieszne. Te szpony, puste oczodoły. Wieje tu efek­ciar­skim hor­rorem, w którym poruszyć może tylko świadomość tego, że kreatury stworzone przez pseudo-boga, były puste, cier­piące strasz­liwe męki w ciałach, w których miały prze­cież odrodzić się na nowo. Wspaniałomyślne zamiary wynalazcy minęły się z celem. I to jest przy­kre. Za to tym, co pod­niosłoby, moim zdaniem, war­tość książki byłoby roz­winięcie wątku Mariny, Ger­mana i oczywi­ście Oskara. Jak dla mnie to całe dzieło mogłoby opierać się jedynie na nim. ;]
    Tak czy siak, dzieło, wyżej wspo­mnianych „rad” jest świetne. Polecam gorąco.

Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.